Łowcy - Miroslav Zamboch - Recenzja

Profil redaktora Zimek


Opublikowano: 09.05.2010 23:59

Dopiero gdy wziąłem do ręki najnowszą powieść Miroslava Žambocha pod tytułem „Łowcy”, zdałem sobie sprawę, jak niewiele jest wariacji literackich na temat dinozaurów; ogólnie zauważyłem, że fantastyka cierpi na brak nawiązań do tych stworzeń. Jedynie film „Park Jurajski” jest powszechnie kojarzony z epoką, gdy gady panowały na Ziemi. Ale właśnie – to film. A gdzie jakiekolwiek książki? Nigdy nie miałem okazji spotkać się z taką pozycją, dlatego niedobór ten sprawił, że pobudzone fantazje z dzieciństwa raptownie powróciły, a już sama okładka najnowszej powieści czeskiego pisarza podjudziła moją ciekawość. Prosta, acz wymowna grafika, mówi sama za siebie – będzie niebezpiecznie i mrocznie.

Głównym bohaterem w „Łowcach” jest Mark Twilli, fizyk zajmujący się tajnymi badaniami nad Wszechświatem i czasoprzestrzenią. Po wielu nieudanych próbach, przypadkowo odnajduje wektor, który umożliwia podróż w czasie. Okazuje się, że pozwoli on na wyprawę... sto milionów lat wstecz! Ta niesamowita wieść szybko dotarła do Jana Petra, przyjaciela Twilli'ego, który zdaje się być zainteresowany... polowaniem na dinozaury wraz z grupką zaprzyjaźnionych „arystokratów”: ludzi, którzy są gotowi wydać miliony dolarów na taką wyprawę. Fizyk ostatecznie decyduje się na udział w szalonej ekspedycji dekadenckich bogaczy. Do tego momentu Žamboch używa sporo fizycznych terminów i reguł, które pasują do „Wehikułu Czasu” Herberta Wellsa z 1895 roku, którą to analogią Fabryka Słów promuje „Łowców”. Gdy ekspedycja ląduje na Ziemi o sto milionów lat młodszej, okazuje się, kim tak naprawdę są owi Łowcy...

Przy pomocy wyżej wspomnianych dinozaurów, Žamboch zgrabnie przechodzi od fantastyki naukowej do horroru z domieszką fantasy. Nawet jeśli autor wiele z gadów wymyślił, to nie można powiedzieć żeby przedtem nie przeprowadził gruntownego reaserchu – wszystkie stworzenia wydają się tak realne, że niejednokrotnie ogarniał mnie strach, że Ziemia musiała kiedyś znosić takie potwory. Opisy dotyczące wielkości, odżywiania, walki czy nawet poruszania się tych stworzeń są bardzo dokładne i stanowią niewątpliwy plus powieści. Dodatkowo smaku dodają świetne ilustracje Dominika Brońka – szponiaste potwory z szeregiem ostrych jak brzytwa zębów wyglądają naprawdę rewelacyjnie.

Jedyne, na co mogę narzekać, to warstwa personalna. Niestety Žamboch znowu stworzył szablonowe i nudne postacie, które dla mnie były jak wycięte z papieru ludziki, nic nie znaczące istotki. Główny bohater jest tak miałki i nijaki, że mam problemy z jakimkolwiek określeniem jego cech, nie mówiąc już o wyrażaniu sympatii czy przywiązania do niego; autor skupiając się na akcji nic właściwie nie powiedział o bohaterach. O wiele ciekawsze od ludzi są tu dinozaury, które zdają się mieć więcej uczuć od postaci w „Łowcach”. Jedyną osobą, którą można jakoś polubić i ją zapamiętać to tajemniczy Grimkow, który zdaje się wiedzieć i widzieć więcej niż inni; jego obserwacje i zachowania są ciekawe i mogą wzbudzić jakieś emocje. Szkoda tylko, że nie ma takich osób więcej, bo książka z pewnością byłaby jeszcze lepsza.

Powieść napisana jest w narracji pierwszoosobowej, czyli chyba ulubionej Miroslava Žambocha, patrząc na jego poprzednie utwory. Sposób opowiadania wyróżnia się jedynie tym, że nie ma przeskoków do perspektywy osoby trzeciej, jak to było w historii o Koniaszu. Co do stylu czeskiego pisarza - nie ma na co narzekać – jest po prostu dopięty na ostatni guzik. Jeśli zaś chodzi o język, to Žamboch w „Łowcach” postawił na brutalność i pożegnał się z ciętym dowcipem. Spowodowało to oczywiście, że książka jest jeszcze bardziej mroczna i nie pozostawia wątpliwości, że należy ją zakwalifikować przede wszystkim jako powieść grozy.

Choć „Łowcom” brakuje trochę do miana rewelacji literackiej, uważam, że jest to jedna z lepszych książek Miroslava Žambocha, jaką miałem okazję dotychczas czytać. Kipiąca akcją i grozą nie może się nie spodobać fanom tego typu powieści. Świetne sceny polowań, zachowań dinozaurów i mocna końcówka to rzeczy, dla których naprawdę warto poznać tę pozycję. Jest brutalnie, a krew leje się strumieniami – obfitość tego, co gadziny z mezozoiku lubią najbardziej. Polecam. Szczególnie, że ciąg dalszy nastąpi...